Adingüklemek

Slzii.com Gözlemek

Gözlemek (Habarlar)

Przejechałem 1000 km BMW 223 xDrive GC. Gdy zobaczyłem spalanie, złapałem się za głowę
Przez ostatni tydzień testowałem BMW 223 xDrive Gran Coupe i mogę wam powiedzieć jedno: to świetne daily. Po jazdach tańszą wersją 220, podczas których narzekałem na pewne niedociągnięcia, miałem lekki niedosyt. Tutaj tak nie miałem, choć jest nadal jeden mały detal, który psuje krew po zmroku. Kiedy ostatnio recenzowałem BMW 220 Gran Coupe, w którym pod maską pracował 3-cylindrowy silnik o pojemności 1.5 litra, narzekałem na to, że jednostka ta przy wyższych prędkościach potrafi być nieco za głośna. Tutaj sprawa wygląda zupełnie inaczej, bo mamy mocniejszy silnik, którego zdecydowanie lepiej jest posłuchać. W wariancie BMW 223 xDrive Bawarczycy zaserwowali nam porządną, dwulitrową "czwórkę" połączoną z instalacją miękkiej hybrydy, czyli systemem MHEV 48V. Systemowa moc na poziomie 218 KM (160 kW) i 360 Nm momentu obrotowego sprawiają, że to auto po prostu płynie po asfalcie. Sprint od 0 do 100 km/h zajmuje tu zaledwie 6,4 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi równe 250 km/h. Z 7-stopniową automatyczną przekładnią współpracuje tu napęd na cztery koła xDrive. W efekcie nawet na śliskiej drodze auto trzyma się wybitnie pewnie, a chociaż mamy koniec kwietnia, to udało mi się załapać jeszcze na ostatnie opady śniegu i to na... już letnich oponach, bo BMW wymieniło już kapcie w swoich testówkach. Długość nadwozia to 454,6 cm, a szerokość wynosi równe 180 cm. Mimo masy własnej sięgającej 1640 kg, niemiecki sedan prowadzi się zwinnie niczym hot-hatch. Kompaktowe wymiary to również gwarancja bezproblemowego parkowania, co w zatłoczonych miastach potrafi uratować nerwy kierowcy. Oczywiście mamy na pokładzie kamery 360 i czujniki, ale serio, mie będziecie mieli problemów, bo BMW 223 jest bardzo zwrotne. Ile benzyny potrzebuje hybrydowe BMW 2 w trasie? Katalogi to jedno, a życie to drugie. Według oficjalnych danych pomiarowych, ten model w cyklu mieszanym powinien zużywać mniej niż 6,5 l/100 km. Wziąłem to na klatę podczas testu na dystansie 1000 km, gdzie kompletnie nie oszczędzałem przyspieszenia na drogach ekspresowych i autostradach, oczywiście wszystko w granicach przepisów. I wiecie co? Średnie spalanie BMW 223 xDrive z całej trasy wyniosło u mnie równe 7 l/100 km. Uważam, że jak na kompaktowe auto premium z napędem AWD i tak imponującymi osiągami pod maską, ten wynik zasługuje na medal. Zastosowana w silniku miękka hybryda świetnie sprawdza w mieście w korkach, a w trasie zapewnia benzynowemu motorowi doskonałą elastyczność. Dla porównania, tańsze i lżejsze (bo pozbawione systemu miękkiej hybrydy) BMW 220 potrafiło spalić w mieście jedynie około 5 litrów. Jednak dynamika wersji 223 xDrive jest tak zniewalająca, że to wyższe spalanie w cyklu mieszanym można mu z czystym sumieniem wybaczyć. Wnętrze, jakość premium i jeden "wkurzający" gadżet Zasiadasz w środku i od razu wiesz, za co dopłaciłeś. Od razu czuć standard wykończenia typowy dla marki z Monachium. Nowoczesne ekrany systemu inforozrywki działają piorunująco szybko, a jakość świetnie wyprofilowanych, elektrycznych foteli zadowoli największych malkontentów. Fakt, chciałoby się ustawiać temperaturę klimatyzacji za pomocą pokręteł, ale akurat w BMW to nie jest wielki kłopot. Do tego system ma na wierzchu sporo przycisków skrótowych, a na tunelu środkowym pozostawiono jednak trochę fizycznych przycisków, więc to idealny kompromis. Jako kierowca spędzający w trasie wiele godzin, muszę jednak wytknąć producentowi jeden malutki detal. Chodzi o podświetlane dekory ambiente nad nawiewami na desce rozdzielczej. O ile na zdjęciach na Instagramie wyglądają spektakularnie, o tyle w prawdziwym życiu... ten gadżet odbija się w lusterku podczas nocnej jazdy. Światło z ledowych kratek na desce rozdzielczej widać w bocznych lusterkach tak pechowo, że może ono zasłonić nawet 1/3 ich powierzchni. Tworzy to momentami złudzenie, jakby w martwym polu przez cały czas znajdował się inny pojazd. No trochę to przeszkadza. Fajnie też, jakby bagażnik miał trochę więcej pojemności niż 360 litrów. To przestrzeń, która do rekordowych nie należy, a dodatkowo jej wykorzystanie utrudnia mały otwór załadunkowy, który jest bolączką w klasycznych sedanach. Oczywiście spokojnie spakujecie się w 4 osoby na kilkudniowy wyjazd, ale jakbyście potrzebowali przewieźć pralkę, to szybciej w X3. BMW 223 plusuje za to wszelkimi systemami asystującymi, które podnoszą komfort i bezpieczeństwo podróży. Asystent autostradowy, monitoring zmęczenia, znaków drogowych, martwego, ostrzeganie przed kolizją boczną, kamery 360 to wszystko sprawia, że czujecie się w tym aucie spokojni o zdrowie swoje i pasażerów. Cena BMW 223 xDrive Gran Coupe Przejdźmy więc do tego, ile kosztuje to cudeńko. Cena BMW Serii 2 Gran Coupe startuje z poziomu 142 000 zł za najsłabszą opcję z oznaczeniem 216. Z kolei "nasza" testowana, dużo bardziej kompletna wersja, czyli BMW 223 xDrive Gran Coupe kosztuje w polskim cenniku od 190 000 zł. Pamiętajcie oczywiście, że to wersja bazowa, więc po kliknięciu wyselekcjonowanych pakietów technologicznych rachunek szybko wzrośnie. Dla porządku przypomnę, że topowy model M235 xDrive to już wydatek zaczynający się od 250 000 zł. Testowana przeze mnie wersja to koszt 287 tys. zł, ale tutaj mamy wyposażenia pod korek plus indywidualny lakier za 17,5 tys. zł. Po pokonaniu 1000 kilometrów stwierdzam, że nowe BMW 223 xDrive się nie nudzi i mógłbym mieć takie auto do jazdy na co dzień. Samochód ten daje kierowcy ogromny zastrzyk pozytywnych emocji i łączy to ze znakomitą trakcją i sensowną dynamiką. Biorąc pod uwagę frajdę z prowadzenia, "dwieście dwudziestce trójce" wystawiam mocną piątkę w szkolnej skali.
2026-05-08 03:37:01

Hit z Kurtem Russellem chowa się w streamingu. Szykujcie się na ubaw po pachy
W ciemnych zakamarkach streamingu chowa się rewelacyjna komedia z Kurtem Russellem, która w bezpardonowy sposób rozprawia się z motywem "białego zbawcy". Reżyser John Carpenter zaserwował widzom film akcji rodem z hongkońskiego kina, stawiając w swoim scenariuszu na kompletny absurd. O Kurcie Russellu można śmiało powiedzieć, że jest muzą Johna Carpentera, u którego zagrał m.in. w biografii "Elvis" i klasyce body horroru zatytułowanej "Coś". Ponadto w filmach "Ucieczka z Nowego Jorku" i "Ucieczka z Los Angeles" wcielił się w kultowego Snake'a Plisskena – to właśnie nim inspirował się Hideo Kojima przy tworzeniu popularnej serii gier wideo Metal Gear. W filmografii amerykańskiego aktora, który niedawno wystąpił w serialach "The Madison" i "Monarch: Dziedzictwo potworów", znajdziemy jeszcze jeden tytuł nakręcony przez Carpentera. Obaj w nim odlecieli. "Wielka draka w chińskiej dzielnicy" w streamingu. Komedia z Kurtem Russellem rozprawia się ze stereotypem "Wielka draka w chińskiej dzielnicy" ma wiele wspólnego z z parodią, jaką był film akcji "Ściśle tajne" z Valem Kilmerem. W dziele z 1986 roku twórca slashera "Halloween" dał prztyczka w nos producentom z Fabryki Snów i uwielbianemu przez nich motywowi "białego zbawcy", który stawia białych ludzi w roli wyzwolicieli osób o odmiennym kolorze skóry. John Carpenter wyśmiewa ten krzywdzący stereotyp, czyniąc z mężczyzny granego przez Kurta Russella błazna, któremu wszyscy dziękują za ratunek. Nawet wtedy, gdy nic nie robi. Fabuła komedii zabiera widzów do najstarszej dzielnicy Chinatown w Stanach Zjednoczonych. Kierowca ciężarówki Jack Burton odwiedza swojego przyjaciela w San Francisco i decyduje się mu pomóc w odbiciu jego zielonookiej ukochanej z rąk niebezpiecznego czarnoksiężnika. W trakcie poszukiwań porwanej dziewczyny duet napotyka na swej drodze obdarzonych magią wojowników i blondwłosą prawniczkę Gracie Law, która zakochuje się w dzielnym i jakże "przydatnym" protagoniście. Dalsza część artykułu poniżej. W filmie inspirowanym kinem hongkońskim i tajwańskim nie brakuje imponujących, najczęściej przerysowanych scen reprezentujących najrozmaitsze sztuki walki. Gdy obsada składająca się z aktorów azjatyckiego pochodzenia popisuje się znajomością kung-fu, Russell wymachuje na oślep swoim pistoletem maszynowym. W obsadzie "Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy", która gości w serwisie streamingowym Disney+, znaleźli się m.in. James Hong ("Wszystko wszędzie naraz"), Kim Cattrall ("Akademia policyjna"), Dennis Dun ("Książę ciemności"), Victor Wong ("Trzech małolatów ninja"), Suzee Pai ("Rambo – Pierwsza krew") i Carter Wong ("Kickmaster"). Choć "Wielka draka w chińskiej dzielnicy" okazała się finansową klapą w roku jej premiery, po latach nieoczekiwanie doczekała się statusu dzieła kultowego. W kasach biletowych na całym świecie film zainkasował tylko 11,1 mln dolarów. Wielu krytyków uważa, że komedia akcji Carpentera nie odniosła sukcesu z powodu "Obcego – decydującego starcia" Jamesa Camerona, który wylądował na srebrnym ekranie dwa tygodnie po debiucie produkcji z Russellem.
2026-04-18 19:30:02

O sztuce myślenia do góry nogami
Czy warto zajmować się przeszłością, czy to nie strata czasu? Przeszłości przecież już nie ma. Komu potrzebny jest gruz pamięci, po co nam wypłowiałe obrazki? Natrętne mamidło naszych czasów – pojęcie postępu – zachęca nas do przekory. Obrazków jednak nie lekceważmy, wielka albowiem jest siła przykładów. Czasami potrafią powiedzieć więcej niż wielotomowe biblioteki. Pokazać to, czego nie potrafilibyśmy – a może nawet nie chcielibyśmy – zobaczyć. Wniosek: nauczmy się patrzeć przeszłości prosto w oczy. Na przykład kwestia dobra i zła. W jakim punkcie trzeba przyłożyć oko, by uchwycić różnicę? Jak sobie radzić, gdy wszystkie prawdy stanęły na głowie i musimy myśleć „do góry nogami”, uczestnicząc w coraz większym zamieszaniu? Tak to dziś wygląda. Toczą się wojny, coraz wyraźniej widzimy, że pojęcia prawa i moralności wyrwały się nam spod kontroli. Ostatecznie kto ma siłę, ten ma rację. Żyjemy w czasach, które z wielkim zapałem deklarują się po stronie „wartości”. W moich najbardziej przygnębiających snach widzę transparenty z napisem: „Jesteśmy po stronie wartości”. Kto? Oczywiście „My”. A zatem? Wiadomo, ci lepsi. Oto maligna naszych czasów – założycielska fikcja „wolnego świata”. Pogląd, zgodnie z którym Zachód stanął na szczytach dziejów, prowadząc krucjaty w obronie „wartości”. Broniąc cywilizacji przed barbarzyńcami. Kolejna manifestacja tej „prawdy” nabrała dziś kształtu w Iranie. W 1812 r. Napoleon postanowił wyruszyć na Moskwę. Jego intencje były szlachetne – określając swoje stanowisko wobec Rosji, oświadczył: „Trzeba ich odrzucić tak daleko w głąb lodowatej pustyni, żeby nie wrócili i nie wtrącali się do spraw cywilizowanej Europy”. Cywilizacja wypowiedziała wojnę antycywilizacji. Ciekawe, minęło ponad 200 lat, a my wciąż nie opuszczamy naszego posterunku – żyjemy w trwodze, z myślą o nadciągającej nawałnicy. Eksperci każą się mieć na baczności. Snują swoje przewidywania: dwa, trzy lata, a może pięć. Wszystko jest jasne, czasu zostało niewiele. Z drugiej strony kalkulacje strategów obejmują dziesięciolecia. Planujemy wydatki, próbujemy zaciągać kredyty. Jakie źródła mają zatem potoki „jasnowidzenia” podsycające atmosferę napięcia? Komu są tak bardzo potrzebne werble wojenne? Co oznacza to podwójne widzenie, Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową. Post O sztuce myślenia do góry nogami pojawił się poraz pierwszy w Przegląd .
2026-04-05 22:00:53

Zachowaj czujność podczas przedświątecznych zakupów. Podkarpacka policja podpowiada co robić, by być bezpiecznym
Zbliżające się święta wielkanocne to czas wzmożonego ruchu w galeriach handlowych i na targowiskach. Pośpiech i tłumy wkoło nas powodują, że łatwo zatracić się w chwili roztargnienia. Policjanci przypominają, że to z kolei przyczynia się do powstawania sytuacji, które chętnie wykorzystują złodzieje oraz oszuści i apelują o zachowanie ostrożności zarówno podczas tradycyjnych zakupów, jak i w Internecie. Podczas zakupów warto szczególnie zadbać o swoje pieniądze i dokumenty. Policja radzi, aby większe kwoty gotówki przechowywać w kilku różnych miejscach, a portfel nosić w wewnętrznych, zapinanych kieszeniach. Nie należy trzymać wartościowych przedmiotów w tylnych kieszeniach spodni ani w zewnętrznych kieszeniach plecaka. Funkcjonariusze zwracają także uwagę na sposób przechowywania kluczy do mieszkania. Najlepiej trzymać je w innym miejscu niż dokumenty z adresem zamieszkania. Warto również pamiętać, aby nie pozostawiać torebek i plecaków bez nadzoru. Torebkę najlepiej nosić z przodu i mieć ją cały czas w zasięgu wzroku. Policja apeluje także o dyskrecję przy kasie. Podczas płatności kartą warto zasłonić klawiaturę dłonią, aby nikt nie mógł podejrzeć numeru PIN. Nie należy również zapisywać kodu PIN na karcie ani przechowywać go w portfelu. Uważajmy na dzieci W okresie przedświątecznym szczególną uwagę należy zwrócić także na bezpiecze
2026-03-31 05:28:00

Nasze surowce to nasza suwerenność
Włochy rozważają możliwość ponownego uruchomienia części elektrowni węglowych, jeśli napięcia i wojna na Bliskim Wschodzie będą się przedłużać. Czy to sygnał, że część państw europejskich zaczyna wracać do bardziej realistycznego myślenia o bezpieczeństwie energetycznym?– Trudno tu mówić o zaskoczeniu. Raczej o powrocie do elementarnego rozsądku. W pewnym momencie wszyscy zderzymy się z twardą rzeczywistością i dobrze, żeby politycy zawczasu zrozumieli, że system energetyczny nie może opierać się wyłącznie na ideologii czy modnych hasłach. Jeśli państwo nie posiada stabilnych, własnych źródeł energii, prędzej czy później zapłaci za to bardzo wysoką cenę. I właśnie to zaczyna dziś docierać do kolejnych rządów w Europie. Od lat powtarzamy jedno: kraj, który rezygnuje z własnych surowców energetycznych, dobrowolnie oddaje część swojej suwerenności. Jeżeli nie będziemy korzystać z takich zasobów jak węgiel kamienny czy węgiel brunatny i nie będziemy utrzymywać elektrowni opartych na tych paliwach, to w momencie poważnego kryzysu – wojny, przerwania łańcuchów dostaw czy globalnych turbulencji – zostaniemy z dnia na dzień bez realnego zaplecza energetycznego. Wtedy zaczynają się problemy, których nie rozwiąże żadna deklaracja polityczna: braki paliwa, ograniczenia w dostawach energii, a w skrajnych przypadkach nawet blackouty.
2026-03-14 01:11:01

Pierwsza prognoza pogody na kwiecień. Ale nagły zwrot nastąpi wcześniej
Po długiej i wyjątkowo srogiej zimie nareszcie możemy cieszyć się przyjemnym słońcem oraz dodatnimi temperaturami. Wszyscy z utęsknieniem czekamy jednak na prawdziwą wiosnę bez nocnych przymrozków. Jaki będzie marzec i kwiecień w 2026 roku według modeli IMGW?W zeszłym tygodniu przez Polskę przeszła odwilż i momentalnie wyczyściła zimowy krajobraz. Ostatni weekend wręcz nas rozpieścił słońcem, a termometry na zewnątrz wskazywały nawet kilkanaście stopni na plusie. Czy ten ciepły i suchy trend utrzyma się dłużej?Prognoza pogody na najbliższe dni. Chłodna północ, ciepłe południeInstytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej podał prognozę na pierwsze dni marca. Czeka nas sporo słońca, choć nocami wciąż przydadzą się zimowe kurtki. Polska podzieli się na chłodniejszą północ oraz o wiele cieplejsze południe kraju.Najbliższe dni w Polsce:Wtorek 3 marca to kontynuacja świetnej pogody. Na południowym zachodzie termometry zatrzymają się na 14 stopniach. Nad morzem będzie "rześko", zaledwie od 5 do 7 kresek powyżej zera.Środa i czwartek 4-5 marca przyniosą niewielkie przejaśnienia z przelotnymi opadami na południowym zachodzie. Temperatura w dzień wzrośnie do 14 stopni na południu i zaledwie 4 nad Bałtykiem. Nocami utrzyma się lekki mróz.Piątek i sobota 6-7 marca będzie słoneczny i stabilny. Termometry w zachodnich i południowych województwach wskażą 15 stopni. Nad samym morzem utrzyma się chłodniejsze powietrze i 5 stopni.Niedziela 8 marca będzie idealna na spacer mieszkańców południa, gdzie znów odnotujemy 15 stopni. Polskie wybrzeże wciąż mocno będzie smagane chłodnym, północnym wiatrem.Długoterminowa prognoza na marzec. Nacieszmy się ciepłymi dniami...Mimo obiecującego startu pogoda w marcu dość szybko nas rozczaruje. Modele klimatyczne pokazują, że w tym miesiącu jeszcze czeka nas chłodzenie. Średnia temperatura dla tego miesiąca w Polsce wynosi zazwyczaj od 2 do 5 stopni. W tym roku w wielu regionach, zwłaszcza na północy i w centrum, termometry mogą do tylu nie dobić.Zimniejsze powietrze obejmie wiele rejonów kraju. Znacznie chłodniej niż zazwyczaj będzie w Warszawie, Łodzi, Poznaniu czy Gdańsku. Jeszcze więc długo będziemy zmagać się przymrozkami. Wyjątek stanowią południowe krańce Polski, bo w Krakowie, Katowicach oraz we Wrocławiu termometry pokażą wartości mieszczące się w wieloletniej normie. Z danych opublikowanych przez IMGW jasno wynika też, że suma opadów zmieści się w historycznych normach. Średnio spada u nas w tym czasie od 30 do 50 mm wody. Takie wartości oznaczają brak ulew.Długoterminowa prognoza pogody. Kwiecień w normiePo dość chłodnym marcu, w kwietniu będzie zdecydowanie lepiej. Długoterminowa prognoza na kwiecień zwiastuje meteorologiczny spokój. Będzie wręcz "nudno" (dobrze to symbolizuje szary kolor na mapce niżej) pod względem pogodowym, ale to akurat dobra informacja nie tylko dla osób planujących wyjazdy, ale i np. rolników.Średnia temperatura w całej Polsce będzie całkowicie w normie. Wartości będą na poziomie od ok. 7 do 10 stopni przez cały kwiecień. Opady również wyniosą dokładnie tyle, ile zazwyczaj o tej porze roku. Dobrze nawodnią pola, ale nie będzie lało non stop.Taka przewidywalność i "normalność" w temperaturze i opadach to niezwykła odmiana po wielu miesiącach pogodowych anomalii. W kwietniu możemy się więc spodziewać klasycznej polskiej wiosny.
2026-03-02 17:08:19

O kim będzie 5. sezon "Bridgertonów"? Scena po napisach jest podpowiedzią
Finał 4. sezonu "Bridgertonów" już za nami. Serial kostiumowy nie kończy się na historii miłosnej Benedicta i Sophie. Wielu miłośników hitu Netflixa przez przypadek pominęła w 8. odcinku scenę po napisach, która podpowiada, o kim będzie 5. odsłona.W 4. sezonie "Bridgertonów" poznaliśmy historię inspirowaną baśnią o Kopciuszku. Podczas balu maskowego Benedictowi Bridgertonowi wpada w oko tajemnicza Srebrna Dama. Jako widzowie świetnie zdajemy sobie sprawę z prawdziwej tożsamości kobiety. To Sophie Baek, pokojówka lady Araminty Gun i nieślubna córka lorda Penwood, która bez zgody swej macochy zakradła się na przyjęcie organizowane w posiadłości Violet Bridgerton.Jak mogliśmy się spodziewać, losy panicza i gosposi doczekały się happy endu. "W drugiej części 4. sezonu 'Bridgertonów' romans między Kopciuszkiem a księciem z bajki przestaje grać bezpiecznie. Przepaść społeczna staje się siłą napędową, która wydobywa z zakochanych to, co najlepsze. Klątwa 3. sezonu została przełamana" – czytamy w recenzji w naTemat.Scena po napisach w 4. sezonie "Bridgertonów". O kim będzie 5. odsłona serialu Netflixa?Na sam koniec ósmego odcinka 4. sezonu "Bridgertonów" pod tytułem "Taniec na wsi" widzowie mogą spodziewać się sceny po napisach. Epilog ukazuje ceremonię ślubną Benedicta Bridgertona i Sophie, która poznała ukrywane przez lady Aramintę prawdziwe zapisy z testamentu jej zmarłego ojca.Przed tym, jak para młoda stanęła na ślubnym kobiercu, Kate Sharma zadała pytanie wszystkim kobietom z rodu Bridgertonów, czyj ślub będzie następny. Pierwsza głos zabrała Eloise Bridgerton. "Uwielbiam śluby. Najlepsi ludzie zebrani w jednym miejscu" – stwierdziła, by następnie z zakłopotaniem dodać, że uwielbia wesela, ale tylko "w roli gościa".Francesca Bridgerton, która jest świeżą wdową po Johnie Stirlingu, oznajmiła, że "miała już swoją wielką miłość". – Raz wystarczy – dodała, po czym kamera zatrzymała się na dłuższą chwilę na rozmarzonej twarzy lady Violet Bridgerton.W czwartym rozdziale "Bridgertonów" wiele mówiło się o młodości matki głównych bohaterów inspirowanego czasami regencji hitu Netflixa. To może sugerować, że w przyszłości w serwisie giganta streamingu będziemy mogli ujrzeć prequel o Violet w stylu ciepło przyjętej przez krytyków "Królowej Charlotty: Opowieści ze świata Bridgertonów". Podkreślmy, są to jedynie przepuszczenia.Scenariusz 5. sezonu "Bridgertonów" – na co wskazuje scena po napisach – będzie najpewniej inspirował się fabułą powieści "Oświadczyny", której głównymi bohaterami są Eloise i sir Philip Crane. Nie zdziwimy się, jeśli "Oświadczyny" zostaną połączone z tomem "Grzesznik nawrócony" o Francesce i Michaeli Stirling.Przypomnijmy, że we wrześniu ubiegłego roku Julia Quinn, autorka książek, na podstawie których powstał serial, zamieściła na Instagramie kolaż wspólnych zdjęć z Claudią Jessie, odtwórczynią roli Eloise Bridgerton. "Patrząc wstecz i patrząc w przyszłość" – napisała w opisie, załączając do niego hashtagi z tytułem książki o Eloise i z imieniem jej przyszłego ukochanego.
2026-02-27 20:36:02

"1883" hitem Netfliksa. Tylko prequele "Yellowstone" oglądaj w tej kolejności
"1883" trafiło na Netfliksa i niemal od razu stało się jednym z najchętniej oglądanych seriali w Polsce. Prequel "Yellowstone" sprawdza się też jako samodzielna, zamknięta historia, ale po jego seansie wielu widzów zastanawia się, co dalej i w jakiej kolejności oglądać kolejne tytuły z tego uniwersum. Świat stworzony przez Taylora Sheridana jest rozbudowany, a jego elementy powstawały poza porządkiem chronologicznym. Wyjaśniamy, jak się w nim odnaleźć. Są dwie drogi.Stworzony przez Taylora Sheridana serial "Yellowstone" z Kevinem Costnerem stał się jednym z największych telewizyjnych hitów ostatnich lat – nie tylko w USA, ale i na świecie. To współczesny western, który łączy rodzinny dramat, polityczne intrygi i brutalną walkę o ziemię. Akcja skupia się na rodzinie Duttonów – właścicielach największego rancza w Montanie – i ich nieustannej wojnie z deweloperami, politykami oraz wszystkimi, którzy chcą uszczknąć choć kawałek ich terytorium.To właśnie sukces zakończonego już "Yellowstone", który doczekał się pięciu sezonów, otworzył drzwi do rozbudowy tej historii wstecz – ku początkom rodu Duttonów. Dotychczas powstały już dwa prequele, a na swoją premierę czekają dwa spin-offy. Warto zaznaczyć, że wszystkie seriale z uniwersum stworzonego przez Sheridana powstają pod marką Paramount, a w Polsce można je oglądać na SkyShowtime. Netflix wypożyczył na razie prawa do czterech sezonów serialu-matki oraz prequela "1883", który już stał się hitem w polskiej wersji platformy – ustępuje pod względem popularności jedynie opartemu na prawdziwej historii dramatowi "Ołowiane dzieci".W jakiej kolejności oglądać prequele "Yellowstone" i o czym opowiadają? Tłumaczymy krok po kroku.Na razie powstały dwa prequele "Yellowstone". O czym opowiadają?Serial "1883" to prequel, który przenosi widzów do końca XIX wieku i pokazuje pierwsze pokolenie Duttonów w drodze na Zachód. Głównymi bohaterami są James i Margaret Duttonowie, w których wcielają się Tim McGraw oraz Faith Hill. To opowieść o podróży, która miała być romantyczną wizją wolności, ale szybko zamienia się w walkę o przetrwanie. 10-odcinkowy miniserial "1883" jest serialem znacznie surowszy niż "Yellowstone". Nie ma tu luksusu, politycznych gierek ani komfortu władzy. Są za to brud, choroby, śmierć i nieustanne poczucie zagrożenia, które towarzyszyło amerykańskim pionierom. Ogromną rolę odgrywa też narracja córki Duttonów, granej przez Isabel May, która nadaje historii melancholijny ton.Kolejnym etapem sagi jest "1923", opowiadający o drugim i trzecim pokoleniu Duttonów na początku XX wieku. Rodzina jest już zakorzeniona w Montanie, ale zamiast spokoju czekają ją nowe zagrożenia: kryzysy gospodarcze, zmiany społeczne i coraz agresywniejsi przeciwnicy.Serial, który liczy dwa sezony, napędzają dwie ikony kina: Harrison Ford jako Jacob Dutton oraz Helen Mirren w roli Cary Dutton, a May powraca jako narratorka Elsa Dutton. "1923" jest bardziej epicki niż "1883" i bardziej rozgałęziony fabularnie. Równolegle śledzimy walkę o ranczo, dramatyczną podróż Spencera Duttona przez pół świata oraz wątek rdzennych Amerykanów, który mocno poszerza perspektywę całego uniwersum. W jakiej kolejności oglądać prequele "Yellowstone"?Jesteście nowi w świecie "Yellowstone" i zastanawiacie się nad kolejnością oglądania? Są dwie drogi. Dla widzów, którzy trafili do tego świata dzięki "1883", najbardziej intuicyjna będzie droga chronologiczna: najpierw "1883" jako opowieść o początkach, potem "1923", a na końcu "Yellowstone" pokazujące współczesne losy rodu. Taki porządek pozwala obserwować, jak kolejne pokolenia płacą cenę za ziemię, którą odziedziczyły.Z kolei widzowie, którzy wolą zacząć od najbardziej emocjonalnego punktu wejścia, mogą wybrać kolejność według dat premier i najpierw obejrzeć "Yellowstone". Cofnięcie się później do "1883" i "1923" działa wtedy jak odkrywanie mitu od podszewki – z pełną świadomością tego, do czego ta historia ostatecznie prowadzi. Taki porządek pozwala też fanom "Yellowstone" dostrzegać smaczki i ukryte easter eggs w całym uniwersum.Spin-offy "Yellowstone" już powstają. Historia rodziny Duttonów jest coraz większaChoć główny serial oraz dwa prequele dobiegły już końca, uniwersum stworzone przez Taylora Sheridana wciąż się rozrasta. Nadchodzi aż kilka spin-offów "Yellowstone".Najbliżej premiery jest "Marshals: historia z Yellowstone", który skupia się na Kayce'em Duttonie (Luke Grimes). Serial pokaże, co dzieje się z najmłodszym synem Johna Duttona po wydarzeniach z finału "Yellowstone", gdy opuszcza ranczo i rozpoczyna nowy rozdział jako szeryf federalny. To produkcja, która ma połączyć klimat współczesnego westernu z proceduralnym dramatem, jednocześnie nie zrywając więzi z rodziną i przeszłością bohatera. Pierwszy odcinek zadebiutuje w Polsce 2 marca na SkyShowtime. Równolegle rozwijany jest "The Madison", który przenosi ciężar opowieści na zupełnie nowych bohaterów. Akcja rozgrywa się po zakończeniu "Yellowstone", a serial opowie o rodzinie z Nowego Jorku, próbującej rozpocząć nowe życie na prowincji. Główne role grają gwiazdy kina: Michelle Pfeiffer i Kurt Russell.Nie będzie to bezpośrednia kontynuacja losów Duttonów – na razie nie wiadomo, czy i jak postacie będą z nimi powiązani. Sam serial opisywany jest jako "pełne emocji studium żałoby i ludzkiej więzi", a jednocześnie "głęboka historia miłosna opowiedziana poprzez bardzo osobisty dramat rodzinny o odporności psychicznej i przemianie". Ma to być również "najbardziej intymne dzieło Taylora Sheridana do tej pory". Amerykańska premiera zaplanowana jest na 14 marca, polska data na SkyShowtime nie została jeszcze ogłoszona. Jednym z najbardziej wyczekiwanych spin-offów jest "Dutton Ranch", który będzie bezpośrednią kontynuacją wydarzeń z "Yellowstone" i przeniesie widzów wprost do życia Beth Dutton i Ripa Wheelera. Serial pokaże, jak para rozwija swoje dziedzictwo w świecie ranczarskim, jednocześnie odsłaniając zupełnie nową dynamikę życia Duttonów w Montanie po wydarzeniach znanych z oryginalnej serii.W rolach głównych powracają Kelly Reilly jako Beth i Cole Hauser jako Rip, a obok nich pojawią się m.in. Annette Bening, Ed Harris i Jai Courtney. Finn Little powraca jako Carter. Data premiery nie jest jeszcze znana, ale mówi się o 2026 roku.W planach znajduje się także "1944", czyli kolejny prequel "Yellowstone" cofający widzów w czasie. Tym razem historia ma zostać osadzona w realiach II wojny światowej i pokazać rodzinę Duttonów w okresie, który dotąd pozostawał białą plamą w serialowej mitologii. To właśnie "1944" ma połączyć epokę znaną z "1923" z wydarzeniami prowadzącymi bezpośrednio do współczesnego "Yellowstone". Osobnym projektem jest "6666", spin-off rozgrywający się na legendarnym ranczu Four Sixes w Teksasie. Serial skupi się na losach Jimmy'ego Hurdstroma (Jefferson White), byłego parobka z "Yellowstone", który trafił tam, by nauczyć się prawdziwego kowbojskiego rzemiosła. To produkcja zapowiadana jako bardziej surowa, realistyczna i skupiona na codziennej pracy, a nie na wielkich rodzinnych wojnach. Choć oba te projekty zostały oficjalnie zapowiedziane, wciąż nie mają potwierdzonej daty premiery.
2026-02-17 22:29:02

Samowola w historycznej części miasta? Konserwator: – Prace nie uzyskały stosownego pozwolenia. Inwestor: – Działaliśmy na własnym terenie
Na skrzyżowaniu Placu Legionów i Mickiewicza w Przemyślu od przeszło półtorej miesiąca prowadzona jest inwestycja, która zwróciła uwagę mieszkańców miasta. Zapytali nas o jej szczegóły, zainteresowani sprawą z uwagi na to, iż prace budowlane prowadzone były w obszarze dawnego pasażu Gansa i być może przyniosą jakieś nowinki archeologiczne. Podrążyliśmy temat i okazało się, że... inwestor nie uzyskał na nie wymaganego pozwolenia konserwatorskiego. Na trop samowolnej inwestycji zostaliśmy przez mieszkańców naprowadzeni zupełnie przypadkowo. Nie spodziewaliśmy się bowiem, że prace, stanowiące ingerencję w zabytkową substancję miasta, mogą być prowadzone już od dłuższego czasu bez koniecznej w takim przypadku zgody konserwatora. – W niedalekiej odległości od dworca PKP, przy skrzyżowaniu z Mickiewicza, pracownicy budowlani rozwalają fragment nadbudowy na chodniku i kopią w głąb, wchodzą w struktury muru. Przed wojną w tym miejscu mieścił się pasaż Gansa, więc może pojawią się tam jakieś cenne archeologicznie odkrycia. Czy wiadomo wam coś na temat tej inwestycji? – zapytała jedna z mieszkanek miasta. Idąc tym tropem, skierowaliśmy kroki do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków z siedzibą w Przemyślu, chcąc zapytać o szczegóły prowadzonych prac. Ku naszemu zaskoczeniu okazało się, że inwestycja niemal w samym centrum miasta prowadzona jest... bez wymaganych pozwoleń konserwato
2026-02-03 18:29:00

Näme edýärsiň?

0.23055696487427


Habarlar
Habarlar
Polşa
Iň soňky habarlar we sözbaşylar
Polşa
Habarlar